UA-73329122-1
START WIADOMOŚCI PIŁKA NOŻNA PIŁKA RĘCZNA KOSZYKÓWKA HOKEJ NA LODZIE INNE SPORTY SPORTY WALKI KONTAKT
                    WIADOMOŚCI PZKosz
sportowy-poznan.pl sportowy Poznań w moim obiektywie
Reprezentacja Polskich Koszykarzy w obiektywie Andrzeja Romańskiego PZKosz
zobacz więcej zdjęć
PZKosz Biuro Prasowe tekst, zdjęcia Andrzej Romański /PZKosz 25.11.2017r Polacy ogrywają Węgrów na początek kwalifikacji Świetny początek kwalifikacji do Mistrzostw Świata w wykonaniu reprezentacji Polski! Kadra trenera Mike’a Taylora wygrała z Węgrami 70:60. Kolejny mecz już w niedzielę - w Kłajpedzie nasz zespół zagra z Litwą. Wynik spotkania otworzył Mateusz Ponitka, ale później było dość nerwowo i obie ekipy miały problemy ze skutecznością. Dopiero późniejsze akcje Zamojskiego i Ponitki dawały Biało-Czerwonym trzypunktową przewagę, a dodatkowo powiększała ją trójka Aarona Cela. Węgrzy nie dawali za wygraną - rzuty z dystansu Benedeka Varadiego i Janosa Eilingsfelda doprowadziły do wyrównania. Kolejne trafienie Kemala Karahodzicia dało rywalom prowadzenie 16:14 po 10 minutach. Na początku drugiej kwarty zawodnicy trenera Stojana Ivkovicia nie przestawali zaskakiwać. Zaczęli ją od serii 6:0 i zaczęli kontrolować wydarzenia na parkiecie. Tę sytuację dopiero po trzech minutach przerwał Mateusz Ponitka. Nie zmieniało to jednak faktu, że Węgrzy nadal uciekali - po trafieniu Eilingsfelda było już 29:18. Ostatecznie przeciwnicy wygrywali po pierwszej połowie siedmioma punktami. Od pierwszych minut trzeciej kwarty Polacy wyszli z nową energią i zaczęli odrabiać straty. Zbliżali się nawet na trzy punkty, ale David Vojvoda sprawiał, że długo nie mogli zrobić nic więcej. Dopiero późniejszy zryw Tomasza Gielo i jego efektowny wsad ponownie pobudziły nasz zespół. Po rzutach wolnych Kamila Łączyńskiego kadrze brakowało zaledwie punktu do remisu po 30 minutach rywalizacji. Trafienie Michała Sokołowskiego na początku ostatniej kwarty dało długo wyczekiwane prowadzenie. Późniejsze trójki Michała Sokołowskiego i Tomasza Gielo pozwalały ekipie trenera Mike’a Taylora zdobyć sześć punktów przewagi. Od tego momentu Polakom grało się zdecydowanie łatwiej i swobodniej. W kluczowych momentach ważnym graczem był znowu Mateusz Ponitka i zwycięstwo nie było już zagrożone. Ostatecznie Polacy wygrali w pierwszy meczu kwalifikacji do Mistrzostw Świata 70:60. Polska - Węgry 70:60 (14:16, 8:13, 17:11, 31:20) Polska: Ponitka 17, Sokołowski 14, Kulig 7, Gielo 7, Cel 6, Zamojski 5, Karnowski 5, Koszarek 5, Łączyński 2, Gruszecki 2 Węgry: Perl 18, Vojvoda 15, Allen 11, Eilingsfeld 6, Varadi 6, Benke 2, Karahodzić 2, Rujak 0, Keller 0, Kovacs 0, Juhos 0 Taylor: Znaleźliśmy nasz rytm Co na pomeczowej konferencji prasowej mówili trener reprezentacji Polski Mike Taylor oraz kadrowicz Tomasz Gielo? Mike Taylor (trener reprezentacji Polski): Jestem dumny z drużyny. Węgrzy zmusili nas do wysiłku. Znaleźliśmy nasz rytm dopiero w drugiej połowie. Świetnie radzili sobie rezerwowi, wnieśli dużo do gry. Michał Sokołowski, Kamil Łączyński i Tomasz Gielo dali z siebie bardzo dużo w drugiej połowie. Węgrzy to bardzo fizyczny zespół, ale w końcówce kontrolowaliśmy ten mecz. Tomasz Gielo (Polska): To było dla nas ważne zwycięstwo i dobry początek kwalifikacji. To nowe doświadczenie - okienka w trakcie sezonu. Myślę, że kluczowe było to, że podstawy naszej drużyny zostały zachowane. Nie zaczęliśmy dobrze, ale później zagraliśmy lepiej. Węgrzy grali bardzo fizycznie, mieliśmy problem z Davidem Vojvodą. W drugiej połowie poczuliśmy się komfortowo i znaleźliśmy takie rzuty, jakie chcieliśmy. Stojan Ivković (trener reprezentacji Węgier): To był dla nas trudny mecz. Mamy młody zespół, więc musimy walczyć o to, aby osiągnąć nasze cele. Moi gracze zagrali nawet lepiej niż myślałem, gratuluję im. Dla nas kolejny mecz z Kosowem będzie bardzo ważny. Zoltan Perl (Węgry): Dobrze rozpoczęliśmy to spotkanie. W drugiej połowie Polska poprawiła obronę. My graliśmy miękko, nasza defensywa też tak wyglądała. Zanotowaliśmy mnóstwo strat, ale daliśmy z siebie wszystko. Musimy patrzeć dalej i wygrać mecz z Kosowem. Rozmawiał Wojciech Kłos Gielo: Węgrzy postawili twarde warunki - Węgry to drużyna, która wyszła zmotywowana, chciała grać bardzo fizycznie. W pierwszej połowie wychodziło im to lepiej, ale w drugiej połowie pokazaliśmy co potrafimy. Widać było różnicę w naszej grze - mówił po meczu reprezentant Polski Tomasz Gielo. Wojciech Kłos: Pierwsza połowa nie była najlepsza w wykonaniu reprezentacji Polski. Co było problemem w tych 20 minutach? Tomasz Gielo: Na pewno nie graliśmy w takim rytmie, w jakim byśmy chcieli - szczególnie ofensywnie. Może jest to trochę wina struktury rozgrywek. Wcześniej zwykle mieliśmy sporo czasu na przygotowania do ważnych meczów, graliśmy też sparingi. Tym razem trenowaliśmy tylko przez cztery dni, a część zawodników dojechało później, bo miało swoje mecze w klubach. To miało na to wpływ. Mamy i tak dobrą sytuację, bo większość składu jest taka sama jak na EuroBaskecie. Kiedy już złapaliśmy rytm, to nasza gra w drugiej połowie wyglądała o wiele lepiej. Patrząc już na mecz z Litwą - nie musimy dużo zmieniać, bo nie staniemy się lepszymi graczami w ciągu 48 godzin. Jesteśmy jednak w stanie porozmawiać między sobą - zwrócić uwagę na to co robiliśmy dobrze, a co źle. Małe zmiany mogą dać ogromną różnicę w kolejnym meczu. W tym meczu trzeba podkreślić grę rezerwowych - również Pana. Efektowny wsad dał impuls całej drużynie. Od tego momentu grało Wam się łatwiej. - Bardzo dziękuję, ale wszyscy zafunkcjonowali. Świetną zmianę dał Michał Sokołowski. On uwielbia takie mecze jak dzisiaj - bardzo fizyczne. W cudzysłowiu - lubi się bić na boisku. Każdy dołożył swoją cegiełkę. W pierwszej połowie to akurat my, zmiennicy, straciliśmy przewagę, którą wyrobiła pierwsza piątka. Tak wyglądają jednak mecze - to jest 40 minut ciągłej walki. Węgrzy postawili nam twarde warunki. To jest drużyna, która wyszła zmotywowana, chciała grać bardzo fizycznie. W pierwszej połowie wychodziło im to lepiej, ale w drugiej połowie pokazaliśmy co potrafimy. Widać było różnicę w naszej grze. Przed meczem z Litwą nie ma już czasu na przygotowania i regenerację. Gracie już w niedzielę. - Zgadza się. Dopiero z perspektywy czasu będzie można oceniać, jak wyglądają te rozgrywki - czy jest to dobra zmiana, czy gorsza. My jesteśmy zawodnikami - naszym zadaniem jest przygotowanie się do meczu. Mamy swoje problemy, ale inne reprezentacje również je mają. Podejrzewam, że reprezentacja Litwy też nie jest w 100 procentach przygotowana na to spotkanie. Chodzi o to, żeby złapać ich w takim momencie i grać twardo przez 40 minut. Ostatniego lata graliśmy z nimi w Kłajpedzie - wtedy pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie rywalizować z takim zespołem jak równy z równym.
PZKosz Biuro Prasowe tekst , zdjęcia Andrzej Romański /PZKosz Litwini silniejsi od Polaków Reprezentacja Litwy pokonała Polskę 75:55 w spotkaniu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata rozgrywanym w Kłajpedzie. Kolejne okienko reprezentacyjne w lutym 2018 r. Taylor: Litwini wygrali zasłużenie Trafienia Łukasza Koszarka i Mateusza Ponitki wyprowadzały Polaków na prowadzenie 4:3 na początku spotkania. Obie drużyny grały dość nerwowo, a w dodatku skuteczność nie była najlepsza. Sporo z siebie musiał dawać Przemysław Karnowski - po jego trafieniach Polacy mieli cztery punkty przewagi. Ostatecznie po 10 minutach nasza kadra wygrywała 17:13. Drugą kwartę gospodarze rozpoczęli od serii 6:0 i po rzucie z dystansu Eimantasa Bendziusa zdobyli przewagę. Litwini kontynuowali świetną grę w ataku, a trójka Mindaugasa Girdziunasa oznaczała wynik 27:17. Problemem naszej drużyny były faule wysokich - Damian Kulig i Przemysław Karnowski szybko złapali trzy przewinienia. Ostatecznie po pierwszej połowie było już 38:25 dla rywali. Od początku trzeciej kwarty Biało-Czerwoni starali się krok po kroku odrabiać straty, ale nie było to łatwe zadanie. Dodatkowo, zespół trenera Mike’a Taylora nie trafiał z dystansu. Kadra potrafiła zbliżyć się na 11 punktów, ale gospodarze nie chcieli pozwolić na więcej. Po 30 minutach prowadzili 56:39. Polacy w ostatniej kwarcie ambitnie walczyli o bardziej korzystny wynik. Bardzo aktywny był Jakub Wojciechowski, ale to ciągle było za mało. Litwini grali pewnie, mogli liczyć na Eimantasa Bendziusa i nawet lepsza skuteczność Łukasza Koszarka nie wystarczała do odrabiania strat. Zespół trenera Dainiusa Adomaitisa zwyciężyła ostatecznie 75:55. Litwa - Polska 75:55 (13:17, 25:8, 18:14, 19:16) Litwa: Bendzius 18, Butkevicius 12, Girdziunas 11, Orelik 9, Kairys 6, Gailius 5, Juskevicius 4, Ławrynowicz 4, Seibutis 2, Cepukaitis 2, Vasiliauskas 2, Giedraitis 0 Polska: Koszarek 12, Sokołowski 11, Wojciechowski 10, Karnowski 6, Kulig 5, Ponitka 3, Gruszecki 3, Zamojski 2, Gielo 2, Cel 1, Matczak 0, Łączyński 0 Taylor: Litwini wygrali zasłużenie Co na konferencji prasowej po meczu Litwa - Polska powiedzieli trener Mike Taylor, Łukasz Koszarek oraz przedstawiciele rywali? newsZdjęcia | Andrzej Romański Łukasz Koszarek: Litwini grali bardzo agresywnie, z dużą energią. Nasz atak nie funkcjonował. Musimy popracować nad tym, żeby grać lepiej pod dużą presją obrony. Mieliśmy otwarte pozycje, ale nie trafialiśmy. Później rywale złapali pewność siebie i wykorzystali nasze gorsze minuty. Mike Taylor: Litwini wygrali zasłużenie. Zastosowali dużą presję na piłce, grali bardzo fizycznie. Spodziewaliśmy się tego, ale musimy radzić sobie jednak z tym lepiej. Zaczęliśmy ten mecz dobrze, ale od drugiej kwarty rywale objęli kontrolę. Mieliśmy problemy z defensywą w akcjach pick’n’roll. Mamy dużo szacunku do litewskiej szkoły koszykówki. Następnym razem musimy zagrać lepiej. Dainius Adomaitis: Dziękuję kibicom, atmosfera była niesamowita. Myślę, że nasza energia w defensywie była kluczowa. Mieliśmy swój plan. W pierwszej kwarcie naszym problemem były straty - mieliśmy ich aż siedem. To nie pozwalało nam kontrolować meczu. Później graliśmy szeroką rotacją, a to umożliwiało nam powiększenie tempa w kolejnych kwartach. Polska to dobra drużyna, prowadzona przez tego samego trenera przez prawie cztery lata. Eimantas Bendzius: To był twardy mecz. Wszyscy mówili, że jesteśmy 2-3 składem Litwy, ale pokazaliśmy, że jesteśmy pierwszym zespołem. Udowodniliśmy, że jesteśmy mocni i mamy swoje ambicje.